Kiedy cywil bez doświadczenia wojskowego bierze się za projektowanie – ZNANE NIEZNANE

Autor:

Dziś kolejny wpis o konstrukcji nietuzinkowej. Jest to broń z serii „kiedy cywil bez doświadczenia wojskowego bierze się za projektowanie”. Bohaterem naszego dzisiejszego wpisu będzie karabin Johnson’a. Najpierw jednak troszkę historii.

Prace nad tą bronią rozpoczęto w 1934 roku, trwały one 2 lata. Wraz z początkiem 1936 roku stworzono działający prototyp, który działał średnio. Kolejne 2 lata zajęło udoskonalanie go i dopiero w 1938 roku broń powstała w formie ostatecznej. Warto zaznaczyć, że prawie każda armia chciała zakupić karabin automatyczny, natomiast często przeszkadzała niechęć wojskowych do klasycznych rozwiązań.

Konstruktorzy chcąc być oryginalni (oraz próbując obejść prawa patentowe), często wymyślali różne „innowacyjne” pomysły, które często rodziły masę problemów. Stąd wszelakie „pułapki gazowe”, „zamki pół swobodne” czy… krótki odrzut lufy jak u naszego bohatera. Pomysł niezbyt szczęśliwy, z racji charakteru pracy tej lufy zamontowanie na niej bagnetu jest praktycznie awykonalne, znaczy… nie do końca, jest wykonalne, ale będzie on mocno zaburzał pracę takiej broni i może powodować liczne awarie oraz niepoprawne działanie. Warto dodać, że bagnet taki musiał być lekki i praktycznie wyglądać jak gwóźdź.

Kolejnym nietuzinkowym, ale dość charakterystycznym rozwiązaniem tej konstrukcji jest zastosowanie magazynka „obrotowego”. Kolejna ciekawostka, to blokada zamka po ostatnim strzale o występ donośnika amunicji. Broń w ten sposób jasno sygnalizuje pusty magazynek. Inną niecodzienną cechą jest zamek o, aż 8 symetrycznych ryglach, ryglowanie następuje przez obrót. Nie jest to do końca szczęśliwe rozwiązanie. Dodajmy do tego dwie sprężyny na lufie i zamku. W przeładowanie broni trzeba włożyć naprawdę sporo siły czego absolutnie nie ułatwia stosunkowo mała i śliska rączka zamka, która na domiar złego obraca się w dowolny kierunku. Kolejne niewygodne rozwiązanie to bezpiecznik skrzydełkowy umieszczony przed kabłąkiem spustowym.

Broń jest mocno zapomniana… Przegrała ona z M1 Garand, choć miała pewne ciekawe cechy, jak np. można go załadować bez otwierania zamka, oznacza to możliwość doładowania w każdej chwili. Łatwą i szybką możliwość demontażu lufy co mogłoby być nieocenione dla spadochroniarzy.

Sporym zaskoczeniem jest fakt, że II wojna światowa ocaliła ten projekt. Pewne jego ilości zamówił (wraz z RKM’ami projektu Johnson’a) Holenderski rząd emigracyjny. Mowa tu o około 20 tys. sztuk karabinów. Kolejnym odbiorcą było USMC które zamówiło kolejne 20 tys. sztuk, nie mogąc „doczekać się” na Garanda. Wg. Literatury również w ‘43 roku pewne ilości tej broni zamówił rząd Chile. Jednak o dokładnej ilości niewiele wiadomo. Łącznie mówi się o około 70 tys. sztuk tej broni.

Produkcję wygaszono w 1944, również wtedy broń ta została oficjalnie wycofana z linii i przekazana do OSS, które nie bardzo wiedząc co z tą bronią zrobić postanowiło zrzucać ją na okupowane tereny Europy, spora część tych zrzutów trafiła do Francji i na Daleki Wschód. Niestety nietypowy kaliber 30-06, mocno utrudniał jej użycie, jeśli zupełnym przypadkiem dany oddział nie miał tej amunicji w nadmiarze.

Ocena tej konstrukcji jest trudna. Z perspektywy czasu na pewno do zalet krótkiego odrzutu lufy należy doliczyć fakt, że można byłoby łatwo adaptować ten karabin pod liczne rodzaje amunicji bez szczególnych zmian (zamek i lufa, magazynek prawdopodobnie wymagał by co najwyżej dodatkowej wkładki).

Oceny z epoki wskazują na mniejszy odrzut niż Garand i ciut lepszą celność. Na pewno była to broń tańsza od M1, ale brak możliwości zastosowania standardowego bagnetu będącego na wyposażeniu sił zbrojnych USA oraz brak możliwości strzelania granatami nasadkowymi z racji mechanizmu działania na pewno nie wpłynęły na popularność konstrukcji pozytywnie…

Co do niezawodności broni, opinie są różne: od bardzo krytycznych – po bardzo dobre. Sugerując się natomiast wspomnieniami użytkowników Holenderskich, broń nie sprawiała szczególnych problemów. Również amerykańskie porównania wskazują na minimalnie większą podatność na zacięcia, wyłącznie w warunkach ekstremalnych (niskie/wysokie temperatury, wysoka wilgotność czy mróz).

Jest to konstrukcja swojej epoki, trapiona większością wad konstrukcji, które dopiero wchodzą do użycia, starają się być oryginalne i obejść prawa patentowe konkurencji. Egzemplarz prezentowany na zdjęciach mechanicznie jest w bardzo dobrym stanie, można powiedzieć, że działa bez zarzutu.

Dodatkowo krótki materiał pokazujący działanie w praktyce, zwraca uwagę delikatny odrzut.

źródło: za zgodą Koło Naukowe Studentów Techniki uzbrojenia; https://www.facebook.com/KNSTUWAT

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Podobne artykuły

0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x